Loading

Czy zdarzyło Ci się kiedyś – przeczytawszy recenzję – napić się piwa, które smakowało Ci zupełnie inaczej, niż blogerowi? W piwie, w którym wyczuł on niezwykłe bogactwo smaków i aromatów, Ty czujesz jedynie wycisniętą, mokrą szmatę, którą zbierano wcześniej rozlane na podłodze pomyje? Albo piwo, które recenzenta przeniosło do krainy piwnej nirwany, dla Ciebie jest co najwyżej dobre – i nic ponadto? Czyżby autor tekstu był przekupiony? Albo dostał od browaru piwo za 3 zł i w zamian trzasnął recenzję piękniejszą niż piosenka pochwalna ku czci Kim Dzong Una? A może było odwrotnie – bloger płakał jak opisywał, a dla Ciebie to piwo jest świetne? Piwo, które czytany przez Ciebie degustator ostentacyjnie wylał do zlewu spluwając trzy razy przez lewe ramię (ku niezadowoleniu stojącej obok niego żony), Tobie jawi się jako odkrycie wieczoru? Czyżby się nie znał na piwie? Skąd się to bierze? Powodów może być dużo. Zapraszam do lektury.


1. Brak stabilności w kolejnych warkach tego samego piwa

Niestety, rynek nasz młody i ciągle trochę nieokrzesany, piwowarzy ciągle uczą się obsługi maszyn, eksperymentują z recepturami (czasem zmieniając ją z warki na warkę), a do tego piwo to nie jest seryjnie produkowana maszynka do golenia, która zawsze po zejściu z linii produkcyjnej jest taka sama. Piwo to efekt pracy żywych organizmów, drożdży, które są grzybami bardzo kapryśnymi, wrażliwymi na wiele czynników, a efekt ich pracy nie zawsze jest identyczny do zamierzonego. Stąd kolejne warki teoretycznie tego samego piwa mogą się od siebie znacząco różnić; nawet w wydawałoby się mocno skomputeryzowanych „fabrykach piwa”, jak niektórzy nazywają duże browary jak Żywiec czy Okocim, zdarzają się wpadki, a smak warzonych tam piw nie zawsze jest równy. A co dopiero w małych, nowofalowych browarach! Stąd kolejne warki mogą smakować zupełnie inaczej.

2. Piwo zmienia się w czasie

Świeże piwo może smakować zupełnie inaczej, niż jego odleżakowana, odstana wersja. W przypadku piw mocnych piwo prosto z browaru nieraz smakuje, jakby ktoś dolał do niego setkę przemycanego ze wschodu paliwa lotniczego, podczas gdy z czasem jego smak się układa, posmak alkoholowy zanika. Np. portery i inne mocne piwa, jak pisałem tutaj, z czasem zaczynają smakować w zupełnie inny sposób, niż kiedy są świeże. Niektóre wady, jak osławione masełko, stają się mniej uciążliwe czy też zanikają. Z kolei mocno chmielone piwa, im dłużej stoją na półce, tym stają się delikatniejsze, ich aromat słabszy, a goryczka mniej intensywna. A to tylko kilka przykładów.

3. Gust

Cóż, o gustach się podobno nie dyskutuje. Jeden lubi muzykę klasyczną, a drugi, jak mu stopy śmierdzą. Ale faktem jest, że gusta mamy różne i dzięki temu świat jest ciekawy; bez sensu by było, gdybyśmy wszyscy lubili to samo. Ja np. nie mogę się przekonać do koźlaków. Nie smakują mi – i już. OK, jestem w stanie docenić dobrze zrobionego bocka, ale nie zmienia to faktu, że piję je całkowicie beznamiętnie, a czasem nawet się przy tym męczę (gdy sięgnę po takie piwo z kronikarskiego obowiązku). Znam za to osoby, które za koźlaki dadzą się pokroić – i nie widzę w tym nic złego! Inny mój znajomy nie może się przekonać do amerykańskich chmieli (pozdro Przemek), nazywając te piwa perfumami. Wolno mu? Wolno (chociaż moim zdaniem dużo traci)! I pewnie piwo, które dla mnie jest mocną „ósemką”, dla niego jest warte co najwyżej pogardy. Do tego oceniający piwo bloger może być mniej lub bardziej wymagający w przypadku danego stylu; np. bardzo nie lubię, gdy stout owsiany jest mało gładki, aksamitny, a innemu blogerowi może to kompletnie nie przeszkadzać. Ponadto gusta zmieniają się w czasie wraz z naszym doświadczeniem. Ale o tym w następnym akapicie.

4. Doświadczenie

Coś, co cztery lata temu wydawało mi się ekstra gorzkim piwem, którego potężne nachmielenie skłaniało mój język do popełnienia seppuku, dzisiaj – po spróbowaniu masy piw dużo bardziej intensywnych – skłoni mnie do narzekania na zbyt niską goryczkę. Piwo, które kiedyś wywalało mnie z butów zostawiając z językiem zwisającym do podłogi i radosnymi, przymkniętymi oczkami ze łzami szczęścia niczym po trafieniu szóstki w totka, dzisiaj będzie „tylko dobre”. Bo okazało się, że na rynku jest cała masa piw, które są równie smaczne. Lepsze. Albo o wiele lepsze. I coś, co jeszcze niedawno było naszym piwnym Świętym Graalem, dzisiaj jest tylko kolejnym piwem, które sączymy beznamiętnie spotykając się ze znajomymi w pubie. Stąd możesz się spotkać z sytuacją, kiedy jakieś piwo będzie dla Ciebie rewelacyjne, a opisujący je, zblazowani blogerzy będą kręcić nosem, że „nic się w nim nie dzieje”.

 5. Emocje

Jakkolwiek może to dziwnie zabrzmieć, emocje też mają znaczenie dla naszego odbioru piwa. Z niektórymi piwami jesteśmy związani emocjonalnie; piliśmy je przez studia i kojarzą nam się z pięknymi, beztroskimi czasami, pijąc inne poznaliśmy miłość naszego życia. Albo znamy się z piwowarem warzącym dane piwo i go lubimy – i automatycznie, podświadomie także jego piwo może smakować nam lepiej. Nie bez znaczenia są także nasze oczekiwania względem piwa, dotychczas zasłyszane opinie i wiele innych rzeczy. Ale nie ma co się powtarzać, znacznie szerzej pisałem o tym tutaj.

 6. Warunki zewnętrzne

Na smak piwa, a właściwie jego przez nas odczuwanie, ma wpływ także wiele innych rzeczy. Chociażby to, co wcześniej jedliśmy – i ile; zauważyłem, że kiedy jestem głodny, piwo smakuje mi znacznie bardziej, niż kiedy jestem syty – w szczególności, kiedy piwo jest ciężkie, słodowe, pełne. Albo temperatura danego dnia. W trakcie upału, przesiadując na słońcu, na pewno bardziej smakować nam będzie chłodny, delikatny witbier, niż ciężki barley wine. Na smak piwa może mieć nawet znaczenie muzyka, której słuchamy popijając piwo – dociekliwych odsyłam do Google, ale nie jest tajemnicą, że muzyka wpływa na nasze zachowania oraz odbieranie bodźców; nie bez powodu „audiomarketing” to coraz prężniejsza gałąź biznesu. Ba! Jeśli danego dnia mamy paskudny humor, bo szef-kretyn w naszym korpo walnął nam asapa z wczorajszym dedlajnem i nieosiągalnym targetem (czy co tam się robi w korporacjach), to i piwo może gorzej  (albo i lepiej, gdyż daje nam chwilę wytchnienia) smakować. Inaczej też piwo będzie smakować w zaciszu własnego mieszkania, a inaczej w zatłoczonym pubie. I znowu wymieniłem tylko kilka przykładów warunków zewnętrznych, a przecież nasz odbiór piwa może być zmieniony przez znacznie więcej rzeczy, na które nie mamy wpływu.

7. Sposób podania

Wprawdzie jakiś czas temu dowodziłem, że dobre piwo będzie dobrze smakować nawet z plastikowego kubka, ale nie zmienia to faktu, że odpowiednie naczynie może zwiększyć intensywność odczuwanego aromatu (szerokie lustro cieczy, zwężony wylot szkła skupia i wzmacnia zapachy). Kształt ma także wpływ na pianę – piwo jej pozbawione szybciej się utlenia i wygazowuje. Źle umyta szklanka może spowodować, że piana w ogóle nie powstanie. Spore znaczenie ma też temperatura piwa – zbyt zimne może sprawiać wrażenie pustego i wodnistego, za to za ciepłe może być męczące, ponadto w wyższej temperaturze na wierzch mogą wyjść wady niewyczuwalne w piwie zmrożonym jak serca waszych kobiet (lub mężczyzn). Ponadto wraz z ogrzewaniem i utlenianiem piwo zmienia swój profil smakowy i aromatyczny. Dlatego degustując jakąś nowość lubię próbować jej w różnej temperaturze i „obserwować”, jak zmienia się smak – zaczynam od zimnego piwa, pijąc ogrzewam je dłonią przez szkło i kończę dopiero, jak jego temperatura sięga temperatury pokojowej.

8. Przechowywanie piwa

Niestety, raczej nie mamy wpływu na to, w jakich warunkach piwo stało w hurtowni, czy było przewożone w samochodzie-chłodni, czy w rozgrzanym bagażniku czarnego sedana oraz jak było traktowane w sklepie. Piwo jest produktem spożywczym i źle przechowywane staje się zwyczajnie gorsze. Źle znosi wystawienie na światło oraz zbyt wysoką temperaturę i nie jest to żadna tajemnica. Niestety, możliwe, że mój ezgemplarz był przechowywany odpowiednio, a Twój kisił się w temperaturze jak na Saharze w środku lata, a potem butelka opalała się dwa tygodnie na słońcu. W skrajnych przypadkach może to spowodować nie tylko gorszy smak, ale nawet zepsucie się piwa.

Konkluzja

Czy to oznacza, że nie warto opierać się na recenzjach kupując piwo, skoro aż tak wiele czynników może spowodować, że piwo będzie nam smakować inaczej, niż autorowi tejże? Nie. Po pierwsze możliwe jest, że żadna z wymienionych wyżej sytuacji jednak nie zajdzie. Po drugie – z recenzji dowiemy się, czy piwo ma szansę nam zasmakować, czy raczej nie warto po nie sięgać – jeśli trzech kolejnych blogerów pisze, że piwo jest puste jak mój portfel pod koniec miesiąca, a jego zapach można przyrównać do dwutygodniowej kanapki, o której nasze dziecko zapomniało w swoim tornistrze – to jest spora szansa, że to piwo naprawdę będzie kiepskie. Jeśli czytamy, że piwo jest mocno goryczkowe i na pewno nie dla miłośników delikatnych, słodkawych piw – to również mamy sygnał, żeby po nie nie sięgać, jeśli nie lubimy takich smaków. No i jeszcze jedno – warto czytając recenzję zwrócić uwagę, kiedy została ona napisana. Jeśli stosunkowo niedawno, to jest spora szansa, że piwo będzie smakować nam właśnie tak, jak opisał je bloger.

Ale przede wszystkim nie traktujmy recenzji jako prawd jedynych i objawionych, a blogerów jako nieomylnych autorytetów.

3 thoughts on “Dlaczego piwo może nie smakować tak, jak w recenzji?

  1. Witam, dla mnie siedzącego w krafcie od ponad 2 lat, najbardziej niepokoi to co kolega bloger opisuje w 1 punkcie. Doszło do tego że jak czasem chcę sprezentować komuś jakieś dobre piwo, to kupuję 2 i najpierw ja kosztuję i ewentualnie przekazuję dalej. Staram się unikać sytuacji, w której ja zapamiętuje jakieś piwo jako super, a x-ta warka później okazuje się czymś zupełnie innym (czym Ty sie zachwycasz?! Co!!?? 8zł to kosztowało?! Chyba cie poje…!!)
    Pozdrawiam
    artur996

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top