Loading
Ameryki nie odkryję stwierdzeniem, że powszechnie się przyjęło u nas, iż piwo słodkie to piwo kobiece, a piwo kobiece to piwo słodkie. Że piwo z sokiem to domena kobiet, że Redd’s to nie piwo, bo to przecież słodkie i owocowe itd. Dalej: do niedawna dla przeciętnego piwopijcy Karmi to było jedyne znane ciemnie piwo, a jak Karmi, to kobiece. Doszło nawet do tego, że niejeden wytrawny piwosz spod znaku poplamionej wife-beaterki i spożywania kolejnych czteropaków przed telewizorem utożsamia każde ciemne piwo z piwem słodkim, czyli kobiecym! Ale skąd właściwie wziął się stereotyp, że piwo słodkie to piwo kobiece? I ile w nim jest prawdy?
Zacznijmy jednak z innej strony. Biologicznej. Antropologicznej. Dietetycznej? W każdym razie: człowiek jest tak zaprogramowany w toku ewolucji/przez stwórcę (niepotrzebne skreślić), że gorzki smak podświadomie odbiera jako zagrożenie. „Uwaga! Trucizna!” zdają się krzyczeć kubki smakowe, gdy wkładamy do ust coś gorzkiego. I faktycznie – wiele naturalnie występujących trucizn ma właśnie taki smak. Oczywiście nie jest to zasada; kłącze szaleju jadowitego (zwanego też cykutą) jest słodkie, a jedna z bardziej gorzkich rzeczy, jakich dane mi było spróbować (grzyb o mówiącej wszystko nazwie goryczak żółciowy), jest dla zdrowia neutralna. Jednak nie zmienia to zasady, że co gorzkie, to (dla naszego mózgu) trujące.

     Dlaczego więc wielu z nas lubi gorzkie piwa? Cóż. Smak, tak samo jak wszystko, da się wyćwiczyć. Albo inaczej: poszerzać jego tolerancję. Idę o każdy zakład, że nawet największy hophead, gdyby jako pierwsze piwo w życiu dostał ekstremalnie nachmielone India Pale Ale, wyplułby to z niesmakiem, krzycząc, że pewnie dolano tam byczej żółci. To naturalna reakcja organizmu (tzn. wyplucie tego, co gorzkie, a nie myśl o żółci). Jednak gdy poziom goryczki będzie zwiększać się stopniowo wraz z kolejnymi piwami, bez szoku organoleptycznego, to nawet z największego miłośnika/miłośniczki słodyczy można zrobić IBUfila! To trochę jak ze słynnym eksperymentem z żabami: jeśli wrzucić żaby do wrzątku, te wyskoczą oparzone. Jednak jeśli włożymy je do zimnej wody i zaczniemy powoli podgrzewać, to żaby te pozwolą ugotować się żywcem…

     Ale dobra, ja tu o jakichś żabach, a miało być o kobietach. A właściwie „kobiecym piwie”. Jak donosi internet (i „amerykańscy naukowcy” – udało mi się dotrzeć do tych informacji tylko w internetowych wydaniach kolorowych magazynów), kobiety są wrażliwsze na smaki. Lepiej wyczuwają niuanse, ale także ekstrema smakowe. I gorzej znoszą gorzki smak. Stąd być może można by tłumaczyć niechęć do piwa, ale… Ale ja się z tym nie zgadzam.
  1. Wróciłbym raczej do kwestii zwiększania tolerancji na smaki. Możemy z dosyć dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że statystyczny mężczyzna pije więcej piwa, niż statystyczna kobieta (nie będę tutaj wnikał w przyczyny). W związku z tym siłą rzeczy tolerancja na gorzkie smaki (zakładając, że to właśnie gorzkie piwa są przez mężczyzn wybierane) jest u nich większa.
  2. Marketing. Tak to już jest, że najważniejszym, najsilniej oddziałującym na masy medium była/jest telewizja. A z telewizji, z reklam, płynęła/płynie prosta zasada: prawdziwy mężczyzna pije piwo. Bez soku, bez aromatów. Czy to góral tańczący z wilkami, imprezowy japiszon z zieloną butelką w łapie czy czwórka sympatycznych, wąsatych kolegów spod trzepaka. Jednocześnie to właśnie słodkie Karmi, potem Redd’s, Gingers itd. były pozycjonowane jako piwo kobiece… Ale tutaj powstaje pytanie – co było pierwsze, jajko czy kura?
  3. Sprzężenie zwrotne. Skoro kobiety piją piwa słodkie, a mężczyźni gorzkie, to kobiety wchodzące w świat piwa sięgają po piwa słodsze, a mężczyźni po gorzkie. I koło się zamyka.
     Ale! Zmienia się i to. Popularne radlery nie są kierowane tylko do kobiet, mimo że są ‚słodkim piwem’. Dość powiedzieć, że Wojak – piwo kierowane do ‚tfardzieli’ – też wypuścił swoje, hmmm, piwo tego typu. O ile letni imprezowicz z Redd’sem w ręce mógłby się narazić na drwiące spojrzenia kolegów, o tyle picie radlera marki wszelkiej już przystoi (marketing…). Aż dziwne, że nie pojawiły się u nas jeszcze ‚diesele’, czyli miksy piwa z colą, mające swoich wiernych fanów za zachodnią granicą.

 

     A teraz o kobietach. Wcale nie jest rzadkim widokiem kobieta pijąca ‚normalne’ piwo albo mężczyzna sączący wyżej wymienionego radlera czy piwo miodowe (sam czasem lubię takie wypić). Myślę, że u ogółu piwnego społeczeństwa podział na piwa ‚kobiece-słodkie’ i ‚męskie-gorzkie’ (o ile w przypadku najpopularniejszych piw można mówić o faktycznej goryczce) wciąż jest czymś niepodważalnym. Ale wszystko płynie. Oczywiście jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale fakt, że większość (a przynajmniej spora część) znanych mi kobiet sięga chętnie po coraz ciekawsze piwa, niekoniecznie prosząc o dolanie do nich soku, chyba świadczy, że podział na piwa kobiece i męskie jest sztuczny i wykreowany jedynie po to, by łatwiej nam wciskać kolejne produkty. Moja matka, niedawno poczęstowana pintowym Imperium Atakuje stwierdziła, że smaczne, ale ona… Wolałaby trochę bardziej gorzkie! Jednocześnie nie sądzę, żeby większości moich kolegów łatwo przez gardło przeszły piwa nachmielone mocniej, niż trio Ży-Le-Ty. A gdyby to nie było niemęskie, pewnie zamawialiby je z sokiem…

Jeśli jednak chcecie sprezentować kobiecie niekoniecznie lubiącej gorzkie krafty sprezentować coś ciekawszego, niż aromatyzowane piwo smakowe, śmiało sięgnijcie po witbiera. Piwo ze skórką pomarańczy i kolendrą, lekkie, orzeźwiające. Nie znam żadnej pani, której takie piwo by nie smakowało. Podobnie jest z lambicami, albo szerzej – piwami kwaśnymi (zwanymi też „kwasami”, często z dodatkiem owoców lub soków owocowych). Bez problemu można je dostać w sklepach specjalistycznych i multitapach, a także czasem w marketach. Co oczywiście nie oznacza, że są to piwa kobiece – znam całą masę mężczyzn, którzy też uwielbiają wszelkiej maści piwa kwaśne czy wspomniane wyżej witbiery. Rozumiem, że w powszechnej świadomości piwo „babskie” to właśnie takie, które jest słodkie czy owocowe, jednak świadomość się zmienia wraz z rynkiem piwnym – dlatego coraz rzadziej słyszę to określenie. I dobrze, gdyż jest z gruntu fałszywe.

P.S. Nie zapominajmy też o piwowarkach domowych oraz takich, które z piwowarstwa domowego poszły w zawodowstwo. Gdyby faktycznie piwo kobiece oznaczało słodkie, to pewnie kobiety warzyłyby tylko ulepki. I dolewały do nich soku.

One thought on “Piwo kobiece – a co to jest?

  1. Może i coś z tym smakiem jest… Sama preferuję pszeniczniaki wszelkiego typu, aksamitne i słodkawe, a mąż uwielbia dobre, gorzkie pilsy. Przy czym ilość wypijanego przez nas piwa jest bardzo podobna 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top