Loading

„Nasze piwo warzymy z najlepszego chmielu” czy „nasz złocisty trunek warzony jest według tradycyjnej receptury sprzed wieków”. Widzimy/słyszymy/czytamy tego typu bzdury na etykietach, puszkach, w reklamach w TV, na Facebooku, na stronach internetowych browarów. Nie tylko tych największych, przemysłowych, ale także tych małych, regionalnych (lub za takowe się podających). Słowem: piwna propaganda na całego! Wciskanie kitu o niesamowitym smaku, tradycji, nagrodach. Tym razem nie napiszę recenzji piwa. Napiszę o tym, co mnie wkurza w piwnym marketingu.

  1. Tradycyjna receptura”
      Chyba najczęściej pojawiające się na piwnych etykietach hasło. Tradycyjna receptura, niezmienna od setek lat. Albo: odnaleziona po wiekach zapomnienia. Stworzona przez starożytnych Indian. I takie tam… Co nie jest zaskoczeniem, w opisach tego typu celują koncerny, chociaż i małym browarom tym podobne hasła nie są obce. Już pal licho, że sam fakt, że „receptura” jest stara, tak naprawdę nic nie zmienia. Piwo ma być smaczne i tyle – i nie obchodzi mnie, czy receptura została odkryta w piwnicy Starego Jędrzeja spod Cedyni, gdzie przeleżała 132 lata w skrzyni na miotły, czy pół roku temu wymyślił ją student z Poznania. Ale proszę, niech w takiej sytuacji browary nie twierdzą, że korzystają z „tradycyjnej receptury”. Czy „tradycyjne receptury” zawierały też tak powszechne w dzisiejszym przemysłowym browarnictwie HGB (high gravity brewing, czyli w wielkim skrócie warzenie skoncentrowanej brzeczki piwnej, a następnie rozcieńczanie jej wodą) i użycie tankofermentorów? Czy nasi prapradziadowie także używali granulatu chmielowego? A część pracy za piwowara odwalał komputer?
  1. Piwo z chmielu
      Chmiel to przyprawa. Tylko tyle i aż tyle. Nie wiem dlaczego więc niektóre browary tak usilnie próbują nam wmówić, że warzą piwo z chmielu. Ostatnio tego typu bzdury zaserwowała nam w swojej reklamie Perła; „browarnik od 43 lat” mówi, że „robimy ją z najlepszego chmielu”. Ja wiem, że można stwierdzić, że to skrót myślowy – ale czy wyobrażacie sobie reklamę rosołu, gdzie kucharz stwierdza, że robi go z najlepszej soli? Albo reklamę pasztetu „robionego z najlepszego pieprzu”? Przecież to kuriozum jakieś.
  1. Mały wielki browar
      A skoro już przy Perle jesteśmy… Odkąd zapanowała w Polsce moda na małe browary, na tej fali próbują również wypromować się wielkie fabryki piwa. I tak Perła o mocy produkcyjnej 1 200 000 hektolitrów rocznie twierdzi, że jest małym browarem. Dobra, browar w Tychach ma moce jakieś 6 razy większe, ale porównajcie to z takim Artezanem (kilkaset hl rocznie) albo dużo większym od Artezana Browarem na Jurze (20 000 hl). Jest różnica? Jest. A to nie koniec! Perła należy do koncernu Van Pur, który jest także udziałowcem browaru w Łomży (też reklamującego się jako mały browar) oraz kilku innych browarów. To trochę tak, jakby Lidl reklamował się, że jest małym rodzinnym sklepem…
  1. Złocisty trunek
      OK, to nie jest domena browarów, tylko niedouczonych dziennikarzy, ale i tak mnie irytuje, gdy ktoś jako synonimu słowa „piwo” używa określenia „złoty trunek”. Piwa mogą mieć wszelkie możliwe kolory (no dobra, nie widziałem jeszcze fioletowego piwa, ale pewnie i takie jest), a już na pewno paleta barw jest szersza, niż „złoto”. „Złoto, złoto, złoto” to co najwyżej tekst piosenki krasnoludów z prozy Prachetta, a nie określenie charakteryzujące każde piwo. Mówi się o facetach, że są daltonistami i ogólnie rozróżniają 16 kolorów i odcienie, ale umiem jeszcze ze stuprocentową dozą pewności stwierdzić, że pity przeze mnie stout czy porter nie jest złoty.
  1. Długie tradycje browaru
      Trochę się to łączy z tekstami dotyczącymi tradycyjnej receptury, ale tu jest coś innego na rzeczy. Browary uwielbiają się prześcigać w podkreślaniu, od ilu setek lat warzą piwo. Czasami przybiera to kuriozalne formy – w tym roku Browar Tyski ogłosił, że świętuje 400-lecie istnienia, podczas gdy jeszcze 9 lat temu obchodził 375 rocznicę powstania browaru… Przyznaję, że oni to jeszcze jakoś uzasadniają, że odkryli nowe (tzn. stare) dokumenty itd. Ale co powiecie na Browar Warka krzyczący, że ma 500-letnią tradycję, podczas gdy decyzja o jego powstaniu zapadła w… 1968 roku? A wybudowano go dopiero 7 lat później.
Koniec części pierwszej. Kolejna w przyszłym tygodniu.


P.S. Nie miałem żadnego sensownego zdjęcia, żeby zilustrować poruszany przeze mnie temat, a nie chciałem żadnego „pożyczać” z internetu, wiec na zdjęciu jest fragment mnie, pijący miętowe piwo z Browaru Edi. Smakowało jak flegamina.

4 thoughts on “Piwna propaganda cz. 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top