Loading
     Czy też macie czasem tak, że niektóre słowa działają na Was jak płachta na byka? Słowa, których używanie w złym kontekście kłóci się z Rozumem i Godnością człowieka? Słowa, których autora najchętniej wytropilibyście przy pomocy Rutkowskiego, by potem nasłać na niego Chucka Testę? Są takie określenia, pseudosynonimy piwa, które powodują, że chciałbym, by człowiekowi wszczepiono czip rażący go prądem za każdym razem, kiedy ich używa.
 
     Pracowałem swego czasu w gazecie i zanim zostałem pełnoprawnym dziennikarzem, częścią moich obowiązków była korekta tekstów pod względem ortograficznym, interpunkcyjnym, gramatycznym i stylistycznym. Dzisiaj wrażliwość stępiła mi się okrutnie przez czytanie bzdur w internecie, jednak dalej mam w sobie coś z grammar nazi, więc niejednokrotnie przeglądając strony w sieci cierpię niewypowiedziane katusze.
 
(tekst jest żartobliwy i nie ma na celu obrażania kogokolwiek, nawoływania do nienawiści, przemocy czy prawdziwego czipowania ludzi; od razu zaznaczam też, że nie mam nic wspólnego z masonami, Wielkim Wschodem, NWO ani Parlamentarnym Zespołem ds. Promocji Badmintona)
 



Piwko
 
     Za każdym razem, kiedy mówisz, piszesz albo nawet myślisz o piwie „piwko”, Bóg zabija kotka. Ja też nie lubię sierściuchów, ale jeszcze bardziej nie lubię, kiedy ktoś pisze, że „lubi piffko”! A kiedy ktoś używa tego określenia w ramach prowadzonego przez siebie bloga lub wypowiadając się na piwnym forum tematycznym, to rodzi się w mojej głowie plan wprowadzenia prawa jazdy na internet. Wyobrażacie sobie, żeby na forum sommelierów użył w kontekście porządnego, luksusowego wina słowa „winko”? Albo „ffinko”? Kiedy już będę carem świata, to pisanie o porządnym piwie „piwko” będzie karane odcięciem internetu, a napisanie „pifko” albo „piffko” skutkować będzie utopieniem w kadzi Sterna Stronga.
 
Browar, browarek
 
     To jest jeszcze gorsze. Jak można o piwie powiedzieć „browar”? Słyszałem, że dzisiejsze dzieci myślą, że mleko daje lodówka w sklepie, ale żeby mylić miejsce wytwarzania piwa z samym piwem? O swoich samochodach mówicie „montażownia” albo „Blacharnia u Mirka”? Czy ktoś o swojej koszulce z Bangladeszu mówi „sweatshop”? Czy ktoś o zjadanej przez siebie kanapce z cebulą mówi „piekarnia”? Mamo, mamo, zrób mi do szkoły dwie piekarnie… Albo jeszcze gorzej – skoro browarek, to piekarenka! Przecież gdybym poszedł do kebabowni i poprosił „rzezinkę z pełnym zestawem farmeczek w piekarence i gazowaną studnię głębinową do tego” (czyli mięso z surówkami w bułce i wodę z bąbelkami), to w najlepszym razie dostałbym nożem do cięcia kebabów w głowę…
 
Płynny chmiel lub zupa chmielowa
 
     Chmiel to PRZYPRAWA. Dodatek. Mówienie o piwie jako o zupie chmielowej ma tyle samo sensu, co napisanie o rosole zupa solna, o pizzy placek bazyliowy, a o luksusowym samochodzie uchwyt na kawę – bo niektóre i takie dodatki mają. Do tego są (nie jest ich wiele, ale istnieją) piwa bez chmielu – chociażby Gruit Kopernikowski – więc nie, „zupa chmielowa” to nie jest synonim piwa.

Złocisty napój


Określenie używane przez niedouczonych dziennikarzy, którzy często nie mają pojęcia, o czym piszą (chociaż ci douczeni też zwykle nie wiedzą). Czasami dochodzi nawet do tak kuriozalnych sytuacji, że w ramach pojawiających się co jakiś czas artykułów opisujących nową falę browarnictwa przedstawiane są np. Black IPA czy – jak kto woli – Cascadian Dark Ale, obok stoi zdjęcie piwa czarnego jak moja dusza, a pismak i tak pisze o nim jako o „złocistym napoju”! Złoty to może być deszcz albo standard w ekonomii, no i jeszcze jeden złoty to cena najtańszego piwa, jakie udało mi się w życiu kupić. Ale piwo to NIE JEST złocisty napój. Niektóre mają kolor złocisty, ale większość jednak nie. Więc – dziennikarze – myślcie i uczcie się, to nie boli. Albo boli, ale tylko trochę.


Ważenie piwa

 

 
     Ilekroć piszę tekst na blog, głupi Open Office zmienia mi „warzenie” na „ważenie”. Podobnie co i rusz można się natknąć w internetach na „ważenie” jako określenie produkowania piwa. Piwo się WARZY! Czyli gotuje. W niemalże wszystkich językach słowiańskich występuje to słowo – w Czechach można kupić vařenébrambory, w Rosji można варитьzupę. Ważyć to można swoje cielsko i płakać, że się żłopie piwsko zamiast biegać. Jasne?
 
Wypust
 
     Kamyczek do ogródka niejednego mojego znajomego. Słowo nadużywane przez piwnych blogerów jako synonim produktu. Pewnie na zasadzie skojarzenia z „wypuszczeniem” czegoś na rynek. Z tym że niestety wypust nie oznacza w żadnym wypadku piwa! Za słownikiem języka polskiego PWN:

1. «ujście, wylot»

2. «część czegoś wysunięta na zewnątrz»
3.«występ na bocznych krawędziach jakichś elementów, służący do ich łączenia»

Chyba że ktoś się uprze, że butelka „uszła” z browaru i teraz jest „wysunięta na zewnątrz”.

Witam

 

     Wybaczcie – nie ma to słowo większego związku z piwem, jednak bardzo często ktoś wpisując się po raz pierwszy na pewnym znanym piwnym forum używa określenia „witam”. Witać to może chłop w swojej zagrodzie, gospodarz domu swojego gościa, ale kiedy przychodzisz do kogoś to nie mówisz „witam”! Kiedy ktoś wysyła do mnie maila z ofertą pracy i mail zaczyna się od słów „Witam panie Wojciechu” (a dostaję takich maili przynajmniej kilka tygodniowo), to dalej nie czytam; właściwie to nie zdążę przeczytać nawet „panie Wojciechu”, gdyż po zobaczeniu słowa „Witam” jako wstępu do maila przesłanego mi przez obcą osobę dochodzę do wniosku, że autor maila jest niekompetentny, niepoważny i nie szanuje moich nazigramatycznych nerwów, więc nie warto wchodzić z nim w dalszą interakcję. Mail taki od razu ląduje w wirtualnym śmietniku, gdzie jest skazany na wieczne potępienie. 

Ufff, ulżyłem sobie. A czy są słowa, które u Was wywołują tak negatywne emocje?


 


9 thoughts on “Bóg zabija kotka

  1. Browar to metonimia obiboku, uzywana tak powszechnie jak samo slowo piwo I pasuje do niego wyśmienicie I w ogols jest zajebistym slowem. Wsadz se najlepiej kij od szczotko w miejsce, gdzie piwko z golonka maja swoje ujscie z organizmu I uzywaj tylko slowa piwo, na dodatek w mianowniku tylko

  2. Odpowiedziałbym Ci równie brzydko i wyśmiał Twoją interpunkcję, ale przysyłasz mi piwa z Australii, więc tym razem Ci daruję :*

  3. Po 1 Złocisty napój- jeśli weźmiesz pod uwagę ilość piwa to wszystkie nie złociste-ile to będzie -3% całości?
    Po 2 Piwko, piffko, browar, browarek-to słowa które są w mowie potocznej -i jako takie weszły na stałe do użycia-może wkurzać-ale nie czepiajmy się rakiet. ( no i fajnie wygląda jak ktoś pisze-że pił takie piffko utopia….)
    Po 3 -Zupa chmielowa – a co to przeszkadza? Jak weźmiesz takie piwo o IBU100 -to jak zupa chmielowa:)
    javiki

  4. A ja się cieszę, że te słowa są i ludzie (no przynajmniej niektóre naczelne) ich używają, bo pozwala mi to odróżnić "mężczyzn" od "dzieci".
    Do witam jestem bardziej pozytywnie nastawiony, od kiedy jakiś niespełniony sekretarz z Grodu Kraka próbował robić na nim karierę, stawiając się ponad maluczkimi.

  5. To nie "imil", ale zacznę uprzejmie.
    Szanowny Panie Wojciechu,

    Jestem człowiekiem ze wszech miar tępiących ignorancję, w tym ignorancję dziennikarzy, której nie przyjmuję do wiadomości, zakładając (oby słusznie), że człowiek wykształcony (a takim chyba jest lub co najmniej powinien być dziennikarz), nie tylko unika stosowania potworków z mowy potocznej, ale również podobnie do Pana walczy z nimi dzielnie i nie oddając pola, jak porównując efekty tej walki dzielny Don Kichot.

    W powyższym artykule w pierwszych zaatakowanych pozycjach znalazły się pojęcia, które niemal na stałe weszły do użytku, więc pozostałe dużo bardziej idiotyczne potworki językowe, przyjmowane są ze zbyt dużą łagodnością.

    Tu przejdę do sedna (lub kolokwialnie "do brzegu") – o ile nie boli mnie określenie piwa browarem (browarkiem), to piffko po za mailami do przyjaciół uważam za niegodne kogokolwiek pretendującego nawet do miana niepoczytnego blogera.
    "Złocisty napój" – a jakiż udział w świadomości społeczeństwa mają piwa od barwy bursztynowej i powyżej…. to też mnie nie doprowadza do szewskiej pasji i na tym etapie zakwalifikowałem Pana do ortodoksyjnych purystów językowych 🙂

    Moja opinia do pozostałych trzech wskazanych abberacji: "wypust piwa", jego "ważenie: i wszechobecne mailowe "Witam" wraz z imieniem, mnie również kwalifikują jako akolitę czystości języka.

    Na zakończenie, podaję swoje typy, które wywołują we mnie równie silne wzburzenie jak wymienione przez Pana powyżej przypadki:

    1. Bezdyskusyjnie na pierwszym miejscu:
    … kosztuje drogo…. (litości…. błagam)
    2. "eFy szesnaste" (wciąż się zastanawiam gdzie się ukryła wcześniejsza piętnastka) i nieco bardziej popularna po katastrofie wersja "Tu sto pięćdziesiąty czwarty".

    Oba powyższe nicują mi uszy, gdyż są bezmyślnie powtarzane przez dziennikarzy zarówno telewizji publicznej jak i prywatnych.
    3. Używanie słowa "gdzie" w zastępstwie "w którym" – np. "…na spotkaniu z autorem, gdzie podpisywał książki" – kurcze, u prostych ludzi to przełknę, ale w TV, radiu…. wybaczcie
    to dla mnie najjaskrawsze ekstrema, bo potworków jak sam Pan dobrze wie, jest znacznie, znacznie więcej….

    Z wyrazami szacunku
    Anonimowy czytelnik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top