Loading

 

     Na początku zaznaczę: wpis nie jest w żaden sposób sponsorowany, a wszystkie piwa zostały kupione w sklepie, a nie otrzymane jako sławetne blogerskie „dary losu”. Niemniej akcja tego typu jest na tyle warta uwagi, że po prostu chcę o niej wspomnieć i zrobić sklepowi darmową reklamę. Dlaczego? Ponieważ za stosunkowo niewysoką cenę (4-5 zł) można się w praktycznie każdej dzielnicy większego miasta, a i w tych mniejszych, zaopatrzyć w reprezentację piw wprost z jednego z najbardziej „piwnych” krajów świata, czyli z Belgii. Tym bardziej, że przeciętnie te piwa kosztują u nas przynajmniej dwa razy tyle – a często i więcej. A w przeciwieństwie do średnich piw niemieckich i czeskich i nie zawsze dobrych piw brytyjskich w ofercie tego sklepu (a piwa „azjatyckie” pominę milczeniem) tym razem Lidl zaserwował nam także piwa z wyższej smakowej półki.
Ale powiedzmy sobie szczerze – nie każde piwo z tego rzutu (pewnie jednorazowego) jest warte uwagi. Są gorsze i lepsze. A i piwa belgijskie są na tyle specyficzne, że nie każdemu muszą przypaść do gustu. Dlaczego? Otóż (upraszczam!) zwykle są mało goryczkowe, czym nie wpasowują się w polską piwną rewolucję, gdzie „im bardziej gorzko, tym lepiej”, a do tego ich specyficzny, owocowo-przyprawowy aromat nie pozwala pomylić ich z niczym innym. No to które jest fajne, a które można olać? Do dzieła!

Uff, dużo tego, na pierwszy ogień niech pójdzie 6-pak Petrusów.

Bavik, Petrus Gouden Tripel / Gouden Tripel Ale

Strasznie lichy aromat ma to piwo. Trochę owocowy, trochę alkoholowy, ale prawie nieobecny. Smak też nie jest jakiś przesadnie ciekawy. Przypomina mi niektóre – gorsze – warki Komesa Potrójnego… No i jednak wyczuwalny jest alkohol, co przy stosunkowo niskim woltażu raczej mieć miejsca nie powinno. Trochę owocowe, trochę słodkawe, ale ogólnie raczej nijakie. Do zachwytu daleko.

Moja ocena: 5/10

Bavik, Petrus Oud Bruin 

To jest piwo typu kwaśnego, ponadto leżakowane w beczce. Więc – jeśli nie miałeś/aś do czynienia z tego typu ustrojstwem, przygotuj się na lekkie zaskoczenie 🙂 Chociaż nie jakoś strasznie mocne, bo piwo jest „grzeczne”. Trochę kwaskowate, treściwe. Posmak dębiny. Charakter winny. Trochę owocowe, lekko słodowe. Smaczne, a z racji niewysokiej kwaskowatości zdecydowanie dobre do wprowadzenia kogoś w świat piw kwaśnych i leżakowanych w beczkach.

Moja ocena: 7/10


Bavik, Petrus Aged Red 

A teraz coś podobnego, tylko… Takiego ‚bardziej’. W dodatku z sokiem owocowym! Piwo pachnie jak nalewki po 5 zł. Albo jak babciny kompot, który stał trochę za długo na parapecie. Ale to znaczy, że dobrze! Mocno owocowe, wiśniowe. A i smakuje tak, jak pachnie… Alkohol niewyczuwalny mimo ponad 8% mocy, owoce słodko-kwaśne, ale w przyjemnym tego określenia znaczeniu, tzn. nie jest mdłe, a kwaskowatość jest jedynie na poziomie zwiększającym orzeźwiające właściwości piwa. Jest kwaśne, ale jednocześnie słodkie, mocno owocowe.


Moja ocena: 8/10

 

Bavik, Petrus Dubbel Bruin Ale 

Jak nie jestem wielkim fanem dubbli, tak to piwo mi smakuje. Jest bardzo pełne, mocno owocowe i czekoladowe, słodkie – ale nie mdłe. Goryczka oczywiście niska. Toffi, karmel. Smaczne! Chociaż z drugiej strony… No, dupy to nie urywa.

Moja ocena: 6,5/10

Bavik, Petrus Speciale 
    I najsłabszy zawodnik całego zestawienia. Piwo o tak nijakim aromacie, że nie powstydziłyby się go rodzime koncerny warząc swoje eurolagery. Smak też niezbyt ciekawy. Wodnisty, bardzo delikatna nuta słodowa, jakaś mającząca w tle goryczka, ale przede wszystkim to piwo przypomina w smaku rozwodnioną herbatę. Jest bardzo nijakie i nadać się może chyba tylko do szybkiego ugaszenia pragnienia – bo podobnie jak woda nie ma żadnych odrzucających wad.

Moja ocena: 3/10

 
Bavik, Petrus Blond Ale 

Smak dużo lepszy niż zbyt delikatny jak dla mnie aromat. Wyraźnie słodowy, wręcz słodkawy, ale przyjemny, owocowy. Niektórzy mogą stwierdzić, że nawet miodowy. OK, dla mnie jest nieco za słodki, ale to jest wpisane w poetykę tego stylu. Niemniej piwo dosyć przeciętne.

Moja ocena: 5,5/10

W gratisie moja siostra, które postanowiła zrobić mały photobombing.

I lecimy dalej!

Van Steenberge, Piraat 10,5%

Mocny i bardzo przyjemny chmielowy aromat. Ponadto przyjemny zapach owoców i przypraw tak charakterystyczny dla mocnych, belgijskich piw. Smak mocno słodowy i owocowy, lekko słodkawy – goryczka nie przełamuje smaku w swoją stronę. Piwo ciężkie, treściwe, niestety – z nutką posmaku alkoholowego, na szczęście nie dominującą. Jak dla mnie piwo bardzo smaczne.

Moja ocena: 8/10

 
Van Steenberge, Leute Bokbier 

Już po zapachu czuć, że to piwo górnej fermentacji, stąd określenie „bokbier” może być dla niektórych trochę mylące (chociaż faktycznie istnieją piwa w tym stylu odbiegające charakterem od niemieckiej klasyki). Chociaż ja bym je określił po prostu jako dubbel. I to całkiem smaczny. Z prawie niewyczuwalnym alkoholem (chociaż to jest właściwie minus – ten powinien być zupełnie ukryty, a nie tylko prawie niewyczuwalny), za to w wersji mocno karmelowej. I posmakami charakterystycznymi dla piw górnej fermentacji, a także lekko czekoladowymi – stąd może nie posmakować miłośnikom klasycznych „koźlaków”. Ja się do niech nie zaliczam, więc mi piwo smakowało.

A, i jeszcze – piwo jest dosyć wytrawne.

Moja ocena: 6,5/10

 
Van Steenberge, Gulden Draak 

Piłem to piwo kilka razy z kija i dlatego… Z przyjemnością kupiłem je (a właściwie nie ja, dzięki Karolina!) w 4 razy niższej cenie w sklepie. Gulden Draak to potężnie, ciężkie, mocno owocowe piwo z niemalże niewyczuwalnym alkoholem mimo jego wysokiej mocy. Smakuje bardzo „kompotowo” – porzeczki, wiśnie, morele. A jednocześnie jest dosyć słodkie. Innymi słowy: w smaku przypomina dobre wino! I, podobnie, jak wino, powinno jeszcze zyskać na leżakowaniu.

Moja ocena: 7,5/10

     Du Bocq, La Gauloise Ambrée

Dosyć treściwe, lekko owocowe, ale szczerze mówiąc mało ciekawe. Właściwie zgadywałbym, że to lager. W sumie przesadzam, ale nudne to piwo. Plus, że nie jest wodniste. Raczej słodkawe, z baaardzo delikatną nutą przyprawową.

Moja ocena: 5/10

 
Corsendonk, Summum Goud 8 Blond

Zapach jest zaskakująco… Lagerowy. Strong lagerowy. Landrynkowy. Na szczęście smak jest dużo ciekawszy od aromatu. Piwo jest mocno słodkie, przyprawowe, lekko owocowe. Trochę za duży gaz psuje jego odbiór. Alkohol wyczuwalny jedynie przy przełykaniu tego piwa – w postaci lekkiego ciepełka w gardle. Piwo pełne, treściwe. Smaczne. Tylko dla mnie ta słodycz jest zbyt silna – ale na pewno nie każdemu będzie to przeszkadzać.

Moja ocena: 6,5/10


 
Corsendonk, Pater

Ogromna piana. Aż polało mi się na nogi, chociaż po dwóch minutach z tej piany niewiele zostaje. Smak mocno słodowy, czekoladowy. Lekko palony, delikatnie owocowy. Karmelowy, a do tego przypomina suszone owoce. Ale przede wszystkim: SMACZNE. Może nie jest to niesamowicie rewelacyjne piwo, ale warto się z nim zapoznać.

Moja ocena: 7/10

A tak najbardziej ogólnie: warto wyrobić sobie swoją opinię, gdyż pewnie nieprędko belgijskie piwa znowu trafią się u nas w tak fajnej cenie.

3 thoughts on “Belgijski tydzień Lidla

  1. No i w którym Lidlu znalazłeś ten Gulden Draak?;)
    Zaczynam żałować że więcej nie kupiłem.
    Galert.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top