Loading

     Jakiś czas temu napisałem tekst o tym, że niektóre piwa warto leżakować. Że wbrew obiegowej opinii nie każde piwo im jest świeższe, tym lepsze. Sam leżakuję w swojej piwnicy (w końcu ta nazwa nie wzięła się znikąd…) jakichś kilkadziesiąt piw i chociaż łapki mnie świerzbią, a język wysycha opieram się pokusie otwierania piw zbyt świeżych. Konsekwentnie czekam, aż piwo przeterminuje się – i najlepiej poleży kilka miesięcy. Albo i dłużej! I co jakiś czas, chociaż naprawdę rzadko, zagłębiam się w zakamarki mojej ciemnej, mrocznej piwnicy i przynoszę do mieszkania jakiś skarb… Tym razem tym skarbem był przeterminowany o pół roku porter bałtycki z browaru Witnica.

Właściwie nie wiem, jak to piwo się nazywa – na etykiecie (a właściwie nadruku na butelce – bardzo stylowo to wygląda!) jest nawalonych tyle rzeczy, które mogą być nazwą tego piwa, że może po prostu określę jego nazwę czytając napisy od góry. A więc jest to:

Porter Bałtycki Witnicki Porter Lubuskie.

Piwo to nie przeleżało w mojej piwnicy jakoś szczególnie długo – kupiłem je na ledwie kilka miesięcy przed upłynięciem daty ważności. Która na porterach jest chyba tylko dla zmylenia wroga (czyli prawo tak każe). Dobra, szab… Szkło w dłoń i do dzieła!

Kolor jest nieco jaśniejszy, niż się spodziewałem. Właściwie to jest ciemnorubinowy, ale za to piana robi świetne wrażenie. Wysoka, beżowa, zbita, drobnopęcherzykowa, „ciężka”, osadza się na ściankach, jest też dosyć trwała. Zapach jest nieco zaskakujący. O ile aromat czekoladowy czy palony tutaj nie zaskakuje, o tyle coś, co kojarzy się z „maggi” albo zupkami chińskimi spod Radomia – już tak.. I co ciekawe – brak wiśni, śliwek czy innych oznak utlenienia. Wiecie, dobrze odleżakowany porter często w zapachu przypomina sherry.

Smak to już poezja. Złożona. I to pewnie jakiegoś nawiedzonego romantyka. Mocno palony, stoutowy, słodkawy, czekoladowy, kawowy, do tego z wyraźnie zaznaczoną goryczką (!), lekką popiołowością. Karmel, słodowość taka chlebkowa. Nieprzesadnie treściwe, ale też nie wodniste, takie pół na pół. Po przełknięciu na języku zostaje lekko cierpki posmak.

Pamiętam ze świeżego egzemplarza, że wyraźnie był w nim wyczuwalny alkohol, ale poza tym jakoś szczególnie się w smaku nie różnił. Może był nieco mniej złożony, więc leżakowanie coś dało, ale z drugiej strony – spodziewałem się nieco większej zmiany. Ale i tak było pysznie.

Leżakować: tak.

Moja ocena: 8/10

2 thoughts on “Moja porterowa piwniczka #4, Porter Witnicki

  1. Ja piłem przeterminowanego witnickiego o 9-10 miesiecy…. Zaczęło sie od tego ze piwo wyleciało z butelki i to mocno. Aromat był totalnie płaski i nijaki, nutka słodów, czekolada i to wszystko. Smak- wodnisty, troszeczkę czekolady, było słodkie, alkohol na granicy wyczuwalności. Gorszy był tylko przeterminowany pardubicki- którego pół wyleciało z buteki, w aromacie nie było nic praktycznie, a smak to woda z odrobinka czekolady

    Moje doświadczenia są takie że portery 18-19blg (i lwowski 20blg- też totalny dramat) są bardzo słabiutkie (wyjątkiem był grudniowy 2012 (w butelce 0,5)) Co do porterów 21-22blg, Komes- przeciętnie, ciechan przeciętnie, Żywiecki nieźle, Okocimski- bardzo dobrze, cornelius- najlepszy (mowa o przeterminowanych).

  2. Co do portera z Lwówka – miałem podobne wrażenia. Natomiast jeśli chodzi o porter Witnicki to ciekawe, czy ja miałem szczęście, czy raczej Ty pecha 🙂 Gdzieś w piwnicy powinien mi się walać jeszcze jakiś porter z Witnicy z innej warki, więc trzeba będzie sprawdzić.

    Pardubicki też chyba jeszcze mam, gdybym nie leciał dzisiaj na urlop, zaraz po pracy pobiegłbym sprawdzić 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top