Loading

   „Ci państwo płacą!” Była kiedyś reklama wyśmiewająca płacenie za opakowanie kupowanego produktu. Chodziło w niej, o ile dobrze pamiętam, o pastę do zębów, a mało rozgarnięty facet nie rozumiał, że płacenie wyższej kwoty za towar, tylko z powodu atrakcyjnego opakowania, jest bez sensu. Prawda jednak jest taka, że sprzedać można wszystko, jeśli tylko opakuje się to wystarczająco atrakcyjnie. Oczywiście piszę to, by się usprawiedliwić, bo dałem się złapać – po angielskie St. Peter’s India Pale Ale sięgnąłem głównie dlatego, że zaintrygowała mnie dosyć oryginalna butelka, kojarząca się raczej z mocniejszymi alkoholami albo jakimś… Lekarstwem. Mało tego – na etykiecie widnieje też dosyć tandetna „gwiazdka” krzycząca wszem i wobec, że oto piwo ma teraz nowy, bardziej chmielowy smak. Czy faktycznie tak jest?

Nie mam pojęcia, czy faktycznie smak jest zmieniony, bo piję to piwo po raz pierwszy w życiu. Muszę jednak przyznać, że smak jest zgodny z tekstem w gwiazdce. Ziołowo-trawiasta goryczka długo pozostaje w ustach, przykrywając inne smaki obecne w tym piwie. Mimo to nachmielenie nie jest męczące, dla amatorów gorzkiego piwa będzie w sam raz; mniej wyrobiony piwosz, nieprzyzwyczajony do mocno chmielonych „ejli” może wykrzywiać twarz z niesmakiem. Mi to piwo nawet pasuje. Szkoda, że przy dosyć mocnej goryczce to piwo ma dosyć mizerny aromat. Owocowo-ziołowy, chmielowy, ale jednak dosyć słaby. Podobnie jak piana, która opadła bardzo szybko, zostawiając tylko smugi na szkle.

Wraz z ogrzewaniem się piwa coraz wyraźniej czuć górnofermentacyjne posmaki owocowe, także słodowość mocniej dochodzi do głosu. Nachodzi człowieka ochota, by ponownie schować je do lodówki; St. Peter’s Pale Ale staje się męczące. Zaczyna także być wyczuwalny alkohol, mimo że piwo nie jest – jak na nasze warunki – mocne. Niestety, nie podano ekstraktu, mimo że na etykiecie ilość informacji jest wprost przytłaczająca; o samym browarze znajdującym się w Suffolk napisano całą epopeję. 

Piwo, kosztujące u nas ponad 11 zł, zaliczam do całkiem udanych, jednak na pewno nie rewelacyjnych produktów. Butelka stoi na półce, zawartość bulgocze w żołądku i szumi w głowie. Warto było spróbować czegoś nowego, ale jednak są na rynku piwa nie tylko ciekawe, ale i smaczniejsze.

 Ale niekoniecznie z tak ładną butelką…

Moja ocena: 6/10

P.S. Jako bonus nowe szaty piwa opisanego przeze mnie kilka dni temu na blogu:

Aktualizacja: wypite zaraz po St. Peter’s Pale Ale nasze poczciwe Jurajskie Bursztynowe uważam za piwo smaczniejsze, a dałem mu taką samą ocenę. Brutalnie i bezkompromisowo obniżam więc ocenę o jeden stopień ;]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top