Loading

     Festiwal Bracka Jesień w Cieszynie. Okazja, by posłuchać muzyki, brać udział w warsztatach, panelach. Pogadać z postaciami z piwnego światka – blogerami, piwowarami komercyjnymi, domowymi. Dla niektórych to także namiastka Festiwalu Birofilia. Ale Bracka Jesień to przede wszystkim okazja, by napić się dobrego piwa. 

     Nie ukrywam, że brak czasu w tym roku nie pozwolił mi na odwiedzenie zbyt wielu piwnych festiwali, więc nie mam dużego pola do porównań, ale: jakiś czas temu przez blogi przetoczyła się ostra dyskusja na temat wystawców, reklamy i cen na piwnych festiwalach. Niejednokrotnie się zdarzało, że piwo lane na festiwalu prosto od krowy, tj. producenta, z pominięciem hurtowników i detalistów, kosztowało więcej, niż w multitapie. I że zniechęca to ludzi do udziału piwnych festiwalach, zmniejsza też walory edukacyjne takiej imprezy, skierowanej przecież do szerokich mas, a nie tylko do brodatych beer geeków. Na Brackiej Jesieni z cenami nie było problemu; były niższe niż w knajpach. Dużo niższe. Ba! W przypadku niektórych piw ceny lanych były nawet lepsze, niż butelkowych w sklepach. By nie być gołosłownym – zerknijcie na zdjęcie. Podobnie było w przypadku piw z Wrężela (8 zł), a Browar Reden jedno piwo sprzedawał po 3 zł. Również na promocję nie szczędzono pieniędzy. Reklamy w TV, w radiu, szeroka promocja w internecie (tutaj kajam się za to, że na swoją tablicę nie wrzuciłem informacji o festiwalu) zaowocowała – jak mi się wydaje – dużą liczbą odwiedzających.

     Pogadałem z Magdą od jednego z dystrybutorów piwa na Śląsku, która miała okazję być na Brackiej Jesieni rok temu. Podobno poprzednia edycja festiwalu była klapą, a odwiedzających można było policzyć na palcach jednej ręki pijanego drwala – za to tym razem tłumy były na tyle duże, że znalezienie miejsca siedzącego czasem graniczyło z niemożliwością (co mi akurat nie przeszkadza), a wiele piw beczkowych skończyło się znacznie szybciej, niż spodziewali się wystawcy (stąd zmazane piwa na tablicy widocznej na zdjęciu). Pozostaje się tylko cieszyć. Tym bardziej, że przysłuchiwałem się rozmowom toczonym przez klientów z wystawcami – dla wielu osób było to pierwsze spotkanie z piwami rzemieślniczymi, albo szerzej – innymi, niż jasne lagery, i -sądząc po reakcjach – nie ostatnim. Tutaj plus dla Browaru Wrężel za fajną inicjatywę – ulotki z opisem smaku i aromatu każdego z ich piw (bez morskich opowieści typu „specjalnie wyselekcjonowane chmiele i staroindiańskie receptury”), a także dołączanie naklejek i podstawek pod piwo do każdej zakupionej butelki. Niby nic, a cieszy.

     Bardzo fajnym pomysłem jest zrobienie festiwalu na terenie działającego browaru na Wzgórzu Zamkowym, a nie – jak to drzewiej było – na parkingu poniżej. Piwo lane z kija wprost pod wielkimi fermentorami, historyczne budynki browaru – oraz możliwość ich zwiedzenia – to fajna sprawa, dodająca „smaczku” imprezie. Okej, można narzekać, że teren jest mały, jednak przy imprezie raczej nie pomyślanej jako absolutna masówka (na co wskazuje raczej nieduża liczba wystawców i zbyt mała moim zdaniem oferta gastronomiczna), tylko kameralna biesiada, taki teren jest zdecydowanie plusem.

Właśnie, biesiada. Na imprezie byłem tylko w sobotę, więc załapałem się na raczej mało interesujący z mojego, punk-metal-drum’n’bassowego, punktu widzenia program artystyczny: zespół, no właśnie, typowo biesadny. Niemniej z tego, co widziałem, zgromadzonej publiczności się podobało. Wspomniałem też, że dla niektórych Bracka Jesień była namiastką Festiwalu Birofilia. Niestety nie było najfajniejszego dla mnie elementu, czyli alei piw świata, ale do Cieszyna została przeniesiona ceremonia wręczenia nagród dla piwowarów domowych pracowników Żywca oraz dla twórcy tegorocznego Grand Championa. Grand Championa z oryginalnej warki można było nawet spróbować – w trakcie prowadzonego przez Tomasza Kopyrę (zblogublogkopyrakom) wykładu połączonego z panelem degustacyjnym kwaśnych flandryjskich „ejli”. Paneli dyskusyjnych i wykładów było więcej, ale czas nie pozwolił mi w nich uczestniczyć.

Warto wspomnieć wystawców. Byli to:
-Reden
-Wrężel
-Browar Zamkowy Cieszyn (ciężko żeby nie 🙂 )
-PINTA
-Widawa
-Fabrica Rara
-katowicki pub C4
-sklep Kraina Piwa
-Browamator

Można też było napić się lanych piw warzonych m.in. przez Browar Birbant, Artezan czy Browar Kingpin.

     Podsumowując – niedociągnięcia, jak wszędzie, tak i tutaj się zdarzały, ale impreza na plus. Może nie poznałem miliona nowych piw, smaków i aromatów, ale też nie po to tam jechałem – i w końcu to nie przekonywanie przekonanych było celem Festiwalu. Na pewno sporo zyskał też sam Browar Zamkowy w Cieszynie, gdyż do ich stoiska ciągnęły nie mniejsze tłumy, niż do „rzemieślników„. Czy wybiorę się za rok? Na pewno. Tym bardziej, że Cieszyn to bardzo urokliwe miasto, gdzie niejedno przeżyłem, a na festiwalu Kino na Granicy (serdecznie polecam!) spędzałem majówkę za majówką.

Tutaj serdecznie pozdrawiam wszystkich, z którymi udało mi się wychylić łyka czy dwa, pogadać chwilę krótszą bądź dłuższą oraz tych, z którymi pogadać chciałem, ale mi się nie udało – czas płynął wyjątkowo szybko i nawet nie zauważyłem, kiedy uciekł mi ostatni bus do domu. Pomysł powrotu autostopem na szczęście wybiła mi z głowy ekipa z katowickiej Absurdalnej, która zaoferowała miejsce w aucie.

Oraz jeszcze więcej piwa…

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top