sobota, 16 kwietnia 2016

Piwa na każdą kieszeń

     Z perspektywy czasu wstyd się przyznać (ale miło wspominać), że w latach wczesnostudenckich daleko mi było do konesera piwa. I tu nie chodzi nawet o to, że wówczas dostać w sklepie coś ciekawszego niż Bizon, Marnaś albo Tajskie graniczyło z cudem - z racji umiłowania do hulaszczego życia połączonego z wiecznym wiatrem w kieszeni raczyłem się głównie trunkami z najniższej półki cenowej. Chyba najczęściej pitym przeze mnie piwem - albo raczej "piwem" - był Mocarz (najlepszy stosunek procentów do ceny - 9% za 1,89!), Old Keg w plastikowej butelce (w promocji czasem nawet za złotówkę) oraz Donagger Strong (1,65 za puchę). Pamiętam jednakże, że czasem trafiało się na piwa w cenie poniżej złotówki - Superpiwosz, Tesco Value (w promocji 83 grosze!) czy Senator. Tego ostatniego pamiętam nawet smak, gdyż był wyjątkowo, hmmm, oryginalny. Najpierw smakował jak woda z kałuży, by po chwili odurzyć zmysły jakąś dziwną mieszanką zmielonych gwoździ, monet, brudnej wody po kąpieli i starych skarpet. Poezja smaku! Niedawno wraz z kolegą z roku z rozrzewnieniem wspominaliśmy te czasy - piw pitych ukradkiem gdzieś na murku, w parku, w bramie... I, co ciekawe, wówczas na forum studenckim prowadziłem kącik minirecenzji pt. "piwa na każdą kieszeń".

     Postanowiłem przejechać się po pobliskich sklepach, dyskontach i marketach i znaleźć najtańsze, dostępne dziś na rynku piwa. I zrecenzować je. Uczciwie. Nie oczekując fajerwerków smaku, amerykańskich chmieli, złożonego aromatu. Bez znęcania się. Warunek: oceniane piwo musi kosztować poniżej 1,50, w stałej cenie, bez promocji. A w gratisie - wkleję tutaj zamieszczone przeze mnie 10 (!) lat temu wspomniane wyżej recenzje ze studenckiego forum :)



czwartek, 24 marca 2016

5 (kolejnych) nieprawdziwych opinii o piwie, których lepiej nie wygłaszać

     Cóż, sporo wody w okolicznych ściekach upłynęło, odkąd ostatni raz popełniłem jakiś wpis, hmmm, edukacyjny - wolę się skupiać na społecznych aspektach tzw. piwnej rewolucji, doradzać w wyborze piwa czy od czasu do czasu napisać jakąś przydługawą recenzję; te krótkie wrzucam tutaj - od przedwczoraj przybyło ich kilkadziesiąt(!). Aż dziwne, że od stukania w klawiaturę nie porobiły mi się zakwasy palców... Cóż. Sądziłem, że wraz z coraz powszechniejszym dostępem do piw rzemieślniczych, poszerzającej się świadomości klasowej piwnej itd. mity typu żółć bydlęca, piwo bez chmielu czy kropki na spodzie puszki powoli odchodzą do lamusa, ale w ciągu ostatnich ledwie kilku dni spotkałem się z kilkoma opiniami (niektóre z nich są, jak się okazuje, powszechne), które czuję się w obowiązku skorygować. Bo nie może być tak, że ktoś w internecie się myli.


piątek, 18 marca 2016

Relacja filmowa z trzeciej edycji Kato Beer Cup 2016

     Zapoznaję się z obsługą nowego aparatu, a czy jest lepsza metoda, niż robiąc zdjęcia i nagrywając filmy? Łapcie krótką relację z Katowice Beer Cup (styl: milk stout), a samą imprezę opisałem tutaj.


czwartek, 10 marca 2016

-Hmmm, dobre, ale 7 zł za piwo to ja nie dam!

     Zareagował niedawno poczęstowany przeze mnie fajnym APA kolega z pracy. Oczywiście po pracy. Picie alkoholu w pracy jest nielegalne, niemoralne i powoduje tycie - i tzw. "branże kreatywne" przy pracy absolutnie alkoholu nie piją. W pierwszym momencie chciałem kolegę - zarabiającego równowartość takiego piwa w kilka minut - wyśmiać, a że złośliwa ze mnie bestia, to do głowy natychmiast przyszło mi przynajmniej kilka pomysłów na sarkastyczne obrażenie go kilka pokoleń wstecz. Ale - po długiej, wewnętrznej walce z samym sobą, którą dało się zaobserwować na mojej pociętej licznymi bliznami twarzy - odpuściłem. Bo... Kto dał mi prawo ustalania, ile za coś warto zapłacić, a ile nie? Poza tym - been there, done that. No i sam przecież też tak mam, wszyscy tak mamy, że wiele rzeczy wydaje nam się absurdalnie drogie - tylko dotyczy to innych produktów. Czyli przedstawiam luźne dywagacje na temat granicy tego, ile jesteśmy w stanie zapłacić za piwo. I dlaczego tak mało. Albo dużo. 


poniedziałek, 1 lutego 2016

Katowickie bitwy piwowarów domowych - zapowiedź

     Wraz z nastaniem mody na piwowarstwo domowe, piwną hipsterkę i szeroko rozumianą piwną rewolucję zaroiło się w kraju parówek randkowych i codzienności tak absurdalnej, że nie nadążają za nią portale publikujące zmyślone newsy, od konkursów dla piwowarów domowych. Większość z nich to konkursy typowo eksperckie - wysyłasz piwo i płacisz pieniądze, by jacyś obcy faceci, piwni sędziowie, mogli zjechać Twoje piwo i brak umiejętności piwowarskich, ale z drugiej strony masz szansę wygrania np. możliwości uwarzenia swojego piwa na szeroką skalę, prezentów od sklepów z akcesoriami piwowarskimi, pieniędzy, sławy, Ferrari, koksu, truskawek i szampana. Ale jest też inny rodzaj konkursów, według mnie dużo fajniejszy - konkursy konsumenckie. Działa to mniej-więcej tak, że częstujesz obcych ludzi uwarzonym przez siebie piwem (inni uczestnicy robią to samo), a na koniec osoby te głosują, które piwo najbardziej im smakowało. Nie trzeba się rozpisywać o mokrych kartonach, zapachu owocu, którego nazwy nigdy nie słyszałeś, nazw związków chemicznych albo oceniać osobno wygląd, wysycenie itd. - po prostu stwierdzasz, że piwo smakuje albo nie. Albo inaczej - które piwo jest lepsze. Nie ukrywam, że brakowało mi takich konkursów na Górnym Śląsku, gdzie mieszkam całe życie (z małą przerwą na zarabianie u narodu problemów ze zgryzem i herbatki o 17), ale na szczęście ta zabawa dotarła także i do nas - swoją Bitwę Piwowarów zorganizował katowicki multitap Absurdalna.


poniedziałek, 25 stycznia 2016

Imperium Prunum, czyli klasyka odkryta na nowo

     Są w życiu rzeczy, na które warto czekać. Pierwsza gwiazdka, zwrot podatku, mleczny zarost. No i dobre piwo. Browar Kormoran znany do niedawna był z tego, że chyba najodważniej spośród tych większych wśród małych browarów rozpychał się na półkach zarezerwowanych dla tzw. kraftu. I robił to bardzo dobrze! Seria Podróże Kormorana, sięganie po zapomniane style (Rosanke), chmielenie amerykańcami, dosypywanie płatków owsianych do ciemnego lagera - słowem: kraft pełną gębą! Z jakiegoś powodu jednak od pewnego czasu nowości z Browaru Kormoran próżno było wypatrywać. Aż do teraz. Przed Wami Imperium Prunum, czyli imperialny porter bałtycki z dodatkiem wędzonej suski sechlońskiej.


wtorek, 22 grudnia 2015

Prawem w piwo. Browar Staropolski vs Browary Łódzkie

     No i się zaczęło. Kojarzycie sprawę żabkowych piw, które swoimi etykietami mniej lub bardziej przypominają piwa z AleBrowaru? Sprawa rozeszła się po kościach. Pewnie nie pamiętacie, ale jakiś czas temu Carslbergowi nie spodobała się nazwa piwa Lwówek Piastowski (z browaru w Lwówku Śląskim), gdyż Carslberg Polska onegdaj kupił browar o nazwie Piastowski i... Go zamknął. I do dziś ma prawo do jego nazwy. Chcąc uniknąć procesu właścicel browaru, obecnie poseł - Marek Jakubiak -  niestety się ugiął i zmienił nazwę piwa (na Lwówek Ratuszowy). Przez ostatnie kilkanaście lat było jeszcze kilka sytuacji, gdzie browary otarły się o pozwy lub przynajmniej nieprzyjemności z powodu warzonego przez siebie piwa, jego nazwy czy marketingu, ale nie przypominam sobie, by dotychczas doszło w Polsce do sądowego procesu z tego powodu. Aż do teraz.