Loading

-Tyskie Książęce Golden Ale? A co to za czort?


Pewnie pomyśli w najbliższą niedzielę niejeden gość świątyni handlu detalicznego, zastanawiając się, czy położyć w swym koszu butelkę albo dwie tego wynalazku – między mielonym z przeceny a zgrzewką wody mineralnej. A w każdym razie ja tak pomyślałem; niby informacje o mającym się pojawić w ofercie Kompanii Piwowarskiej piwie górnej fermentacji (na tę chwilę – jedynym) przeciekały gdzieś do mojej głowy niczym woda z łazienki zalewających mnie regularnie sąsiadów, ale jednak wiedza ta szybko była wypychana z podświadomości, by zrobić miejsce dla spraw istotniejszych, jak chociażby nowa, ładna koleżanka w pracy czy debilny popowy kawałek, który usłyszałem gdzieś w galerii handlowej i nie mogę się go z głowy pozbyć.

Butelka wylądowała w koszyku. Książę Hochberg von Pless spoglądał na mnie złowieszczo z etykiety…

     Ale bądźmy szczerzy: cudów po tym piwie się nie spodziewam. I nie chodzi tu o jakiś bezmyślny hejt na koncernowy browar czy uprzedzenie do marki Książęce – nieraz sięgam po Książęce Ciemne Łagodne i uważam, że jest to przyzwoity ciemny lager. Chodzi o sam styl, który przez Kompanię został wybrany: golden ale. Pokrótce: golden ale miała być górnofermentacyjną „odpowiedzią” na ogromny wzrost popularności jasnych lagerów na Wyspach Brytyjskich. Innymi słowy: miało być lekkie, orzeźwiające, wysoko wysycone (gazowane) oraz… Wykastrowane. Bez powalającej goryczki, rozbudowanego smaku i aromatu. Piłem piw w tym stylu kilkanaście – głównie z Wielkiej Brytanii, Australii i Stanów Zjednoczonych hAmeryki i wszystkie mieściły się w ramach powyższej definicji. Niektóre były lepsze, niektóre gorsze – ale wszystkie delikatne. Dlatego też nie oczekuję, że Książęce Golden Ale będzie smakową bombą.

Uwaga! Nie należy tego mylić z golden ale w stylu belgijskim, który to jest zupełnie innym stylem.

Okej, to bez zbędnego lania piwa wody – zobaczmy, co przygotowała nam Kompania Piwowarska tym razem! Na początku wygląd: nie wiem, jak Wy, ale ja lubię na piwo chwilę popatrzeć, zanim je wypiję. Tyskie Golden Ale jest bladozłote, klarowne, z całkiem okazałą czapą białej, drobnej piany. Gdzieniegdzie buzują pojedyncze bąbelki. Niestety piana okazała się być nieprzesadnie trwałą, ale przynajmniej zostawia na ściankach ładne wąsy. Opakowanie też niczego sobie: abstrahując nawet od grafiki całej serii piw Książęcych (które mają według mnie całkiem fajne etykiety) podano sporo informacji: barwa, IBU, jakich chmieli użyto na aromat itd. Fajnie!

     Mniej fajnie jest już w aromacie. OK, wspomniałem, że golden ale nie ma nas powalać chmielowym zapachem niczym Tyson prawym prostym, ale jednak, kiedy użyto 5 rodzajów chmielu na sam aromat (z czego jeden jest amerykański, a nie brytyjski, ale nieważne), to można oczekiwać, że ten chmielowy aromat będzie sprowadzać się do czegoś więcej, niż lekkiej, ziołowej nuty, właściwie na granicy autosugestii. Poza tym jest jeszcze delikatny akord słodowy i właściwie tyle; brak tutaj charakterystycznych dla piw górnofermentacyjnych owoców. Za to po ogrzaniu piwo trochę zajeżdża kukurydzą.

     Smak natomiast mnie trochę zaskoczył, bo… Jest. Po aromacie, który sugerował wykastrowanego golden ale’a, czyli wykastrowanego kastrata, spodziewałem się, że piwo będzie smakować jak lekko gorzkawa woda. Nie jest tak źle! Piwo jest wodniste, ale nieprzesadnie, pojawiają się jakieś ziołowe (ale żywicznymi, jak w opisie na kontretykiecie, bym ich nie nazwał) smaki. Książęce Golden Ale ma inny problem. Jest słodkawe. Mdłe. Goryczka jest niska (może to z obawy przed mniej wyrobionym klientem, dla którego Tyskie Gronie jest królem goryczki, może to z oszczędności – nie trzeba tego chmielu tyle sypać), co oczywiście nie może być zarzutem w stosunku do golden ale’a, ale sam jej charakter jest mało przyjemny. Poza tym: jak wspomniałem, piwo jest dosyć lekkie, co w połączeniu z dosyć mocnym nagazowaniem powinno dać efekt lekkości, orzeźwienia; a niestety tak nie jest. Nie wiem, czy to zła kompozycja słodów, zbyt niska goryczka czy skąd się to bierze – ale po prostu całość słabo się komponuje i niekoniecznie zachęca do wzięcia kolejnego łyka.

Pod pewnymi względami piwo spełnia swoją rolę, rolę golden ale’a – na pewno nie zaszokuje niczym miłośnika pustych, lekkich lagerów: tutaj też będzie lekko, mało goryczkowo, trochę pustawo i nudnawo; ale z drugiej strony – jest za słodko i niezbyt orzeźwiająco. Jednocześnie picie go nie jest katorgą, nie ma tu żadnych typowych dla naszych koncernowych lagerów nieprzyjemnych posmaków, więc mają do wyboru korpolagera lub korpogórniaka w postaci Książęce Golden Ale – wybiorę to drugie.

Więc na pytanie postawione w tytule odpowiem, jak na wszystko w życiu: to zależy. Co nie zmienia faktu, że rynek jest pełen ciekawszych piw, a na nudne piwa szkoda czasu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top