Loading

     Najpierw cię ignorują. Potem śmieją się z ciebie. Później z tobą walczą. Następnie wygrywasz.

Ten cytat z Gandhiego, używany u nas zwykle przez osoby walczące w beznadziejnej sprawie bez szans na powodzenie (więc z opuszczeniem ostatniego stadium), po małym liftingu i naciągnięciu można zastosować do opisania dzisiejszego piwnego rynku w Polsce, czyli kroczącej tzw. piwnej rewolucji. Nie będę tutaj się zagłębiał w początki tego, co ma szansę wywrócić polski rynek piwa do góry nogami (czy tak się stanie – to już kwestia na osobną dyskusję); dla jednych będzie to Pinta ze swoim Atakiem Chmielu, inni stwierdzą, że wcześniej przecież Fortuna, Ciechan czy Smocza Głowa próbowały przekonać Polaków do czegoś innego, niż jasne pełne. Niektórzy powiedzą, że to popularyzacja piwowarstwa domowego albo masowe wyjazdy Polaków za granicę otworzyły konsumenta na inne smaki. Inni zaoponują, że co to za rewolucja, skoro nie można napić się „pilsa za 3 zł”, a poza garstką piwnych entuzjastów jednak większość osób dalej katuje lechotyskożubry.

Jednak zmienia się sporo i wciąż rządzące na naszym rynku koncerny starają się urozmaicać swoją ofertę. Truizmem jest stwierdzenie, że seria piw Książęce czy nowe Żywce to odpowiedź wielkich firm na zmieniającą się piwną modę – a nie próba jej kreowania, jak to zwykle w przypadku korporacji bywa. Chociaż… Słyszałem też opinię (chociaż z nią się nie zgodzę), że nowe (albo nowe-stare) Żywce celowo są tak kiepskie, by zniechęcić klienta do dalszych eksperymentów! Jednak wydaje mi się to na tyle absurdalne, że nawet nie będę tutaj pisał, dlaczego „I don’t think so”.

Ale koncerny koncernami, a coraz ciekawiej dzieje się wśród browarów, które często nazywa się regionalnymi – chociaż co to za regionalność, skoro ich piwa mogę kupić w co trzecim sklepie za rogiem albo w marketach w całej Polsce. Kormoran i browary Jakubiaka eksperymentują z amerykańskimi chmielami, stoutami, ale’ami; nawet niby sztampowe lagery próbują jakoś urozmaicać. Ostatnio przyłączył się do nich browar Witnica, Fortuna też od jakiegoś czasu zaskakuje nas próbując naśladować (lepiej lub gorzej) style belgijskie… Teraz do gry o stawkę włączył się Sulimar, znany głównie dzięki piwom z serii Cornelius. Jednak prawda jest taka, że ten browar już kiedyś (cztery lata temu, o ile mnie pamięć nie myli) próbował przekonać piwoszy do zmiany nawyków, warząc np. „Ale Ale”, którego jednak nie zapamiętałem jako wybitnego. Za to teraz można powiedzieć, że „pojechał po bandzie”, warząc dla sieci hipermarketów weizen doppelbocka i witbiera! Których niestety nie dane mi było spróbować. Jeszcze.

Za to dorwałem piwo Triple Blond uwarzone przez ten sam browar; wnioskując też po tym, że w markecie piwo stało w eksponowanym miejscu, browar chyba nie wychodzi z założenia, że będzie to jednorazowa akcja (a postawienie produktu w miejscu eksponowanym kosztuje). Właściwie to miałem zamiar poświęcić mu osobny wpis, jednak jestem tak ciekawy, jak to piwo smakuje, że napiszę od razu, tutaj.

Sulimar, Cornelius Triple Blond

Etykieta. Nieraz na tym blogu wspominałem, że lubię, gdy piwo traktuje się z dystansem, gdy zamiast zamków, szyszek chmielu i tym podobnych dyrdymałów mamy do czynienia z komiksem, pastiszem, żartem, odjechanym pomysłem. Więc etykieta tego piwa podoba mi się bardzo! Obrazek, którego nie powstydziliby się twórcy GTA, a jednocześnie żart dotyczący nazewnictwa piwnego stylu. Gdyby tylko nie była pomarszczona jak twarz stereotypowego pana Mietka spod znaku „kierowniku, daj zeta na piwo”, to w ogóle byłoby super! Na odwrocie jest dłuuuga dykteryjka marketingowa, która jednak nie przekracza granic śmieszności i pretensjonalności; producent nie pokusił się o pisanie bzdur o 500-letniej tradycji, starożytnych kosmitach zakonnikach itd.

     Ja wiem, etykiety się nie pije, ale podoba mi się takie podejście. A pije się piwo; w tym wypadku dobre! Bałem się, że dostanę cuchnącego mózgotrzepa albo kompot na spirytusie, a tu okazuje się, iż alkohol jest ładnie ukryty, a smak dosyć złożony i jak najbardziej zachęcający do sięgnięcia po kolejną butelkę. Czego tu nie ma! Banany, pomarańcza (skórka pomarańczy i zmielone ziarna kolendry zostały wymienione w składzie), inne owoce, aromat słodowy, nutka przyprawowa… Smakuje bardzo dobrze, alkoholu na języku czy podniebieniu w ogóle się nie czuje, chociaż ten mile rozgrzewa przełyk; mamy górnofermentacyjne owoce, coś jak morela albo gruszka, jest pomarańcza, do tego melonowa Hubba-Bubba. Wydaje mi się, że na finiszu czuję też trochę nutę a’la rozpuszczalnik, aczkolwiek być może sobie to wmówiłem.

I co? Ocenę postawię może i trochę na wyrost; smakuje jak najlepsze egzemplarze Komesa Potrójnego, które piłem, i lepiej niż niejeden Belg. Może i zgodnie z oceną, która się tu pojawi, lepszym Belgom powinienem dać jakieś 11/10, ale cóż… Licentia poetica! I żałuję, że kupiłem tylko jedną butelkę.

Moja ocena: 8/10

P.S. I nie dokończyłem myśli odnośnie „piwnej rewolucji”. Otóż piwna rewolucja według mnie nastąpi wtedy, albo inaczej – dokończy swego działa, gdy w każdym sklepie, w każdej knajpie, w każdym markecie będę mógł kupić piwo, które szczerze będę mógł polecać dalej; kiedy będę miał wybór, w zależności od aktualnej ochoty, czy napić się stoutu, tripla, IPA’y czy bezsmakowego lagera. Kiedy przynajmniej większość piw na półce będzie na tyle dobra, że będę mógł sięgać po nie w ciemno; kiedy kierując się do pierwszego lepszego lokalu będę miał pewność, że znajdę w nim piwo na tyle smaczne, bym chętnie do tego pubu wracał w celu napicia się właśnie tego piwa.

Kiedy to nastąpi? Według mnie… Nigdy.

P.P.S. Edit po kilku miesiącach. Kupuję to piwo średnio jedno na miesiąc i często niestety trafi się egzemplarz o bardzo, ale to bardzo mocnej nucie alkoholowej. Nie powinno tak być.

3 thoughts on “Piwna rewolucja – runda druga. Cornelius Triple Blond.

  1. Nuta a la rozpuszczalnik? Miałam dokładnie to samo przez sekundę, czyli coś jest na rzeczy. Poza tym bardzo na plus.

  2. Jak na afiszowany 'tripple blond belgian ale' troche tu zbyt chmielowo i gorzko. Chmiel jest cieżki ziemisty. Zostawial odcisk polskiego trepa na belgiskich piwach. Może jak zobaczyli proporcje na blonde to chmielu w tripplu postanowili tez 3x tyle dac? Piwo mi smakuje wszystko poza szyszka jest na swoim miejscu. Panowie mogli by zakupic chmielu z krajow beneluksu na ten produkt to pewnie był by ideal i jedno z najlepszych 'naszych' a tak wyglada ze zucili tym co mieli.

  3. Przeczytaj sobie pan etykietę smak pomoaranczy i koledry to nie efekt mistrzowskiego warzenia tylko normanie wrzucili do brzeczki…. skórkę i nasiona… zgodnie zachodnimi zasadami browarnictwa to nie jest nawet piwo. Gdyby miało bardziej zbalansowany smak i brak polepszaczy… to moze. Pani Gesler biega od lat w TVN i mowi ze sie klienta nie oszuka, widac nie skutkuje… ja bym dolozyl pare zlotych i wypil dobre polskie piwo a tak niema… bo sie prubuje robic piwo jakosciowe w cenie makro lagerow to juz lepiej ten lager bez smaku pedzic szkoda ich nerwow.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top